wtorek, 23 czerwca 2009

Bim bam, zegar z Zaklikowskiego, babcinego domu, tyka cicho nad moją głową. Spałam dziś w nocy spokojnie, jak zawsze w domu, w swoim małym zagraconym pokoiku, we własnym łóżku. W nogach pies, wyjątkowo, bo w moim nowym domu śpi na swoim posłanku w wikliniaku. Patrzę sobie na te wszystkie, latami gromadzone rupiecie. Każdy przedmiot ma swoją historię, jak nie rodzinną, to taką związaną z jego znalezieniem w jakimś zakamarku na ziemi, czy zakupem na pchlim targu...


...stare metalowe łóżko (na którym tak dobrze mi się śpi i śni), które odkopywaliśmy razem z tatą, pewnej bardzo śnieżnej zimy, spod sterty desek, w małej wioseczce nad Czarną Hańczą...


...wielki klucz znaleziony na zapiecku, w opuszczonej podlaskiej chałupie...
...zdobyczna biblioteczka, które stała w kącie w jakimś magazynie,do spalenia, która okazała się być pięknym, secesyjnym mebelkiem, okleinowanym egzotycznym drewnem...

...odnowiona przez Bartka, stara wisząca witrynka- gwiazdkowy prezent obwiązany wielką zieloną wstążką, pamiętam jaka wydawała się mała, zanim zawisła na ścianie w moim pokoiku, gdzie wygląda dość pokaźnie...
...w niej kolekcja szkła, butelki, buteleczki, stary przedwojenny syfon, słoiczki, pojemniczki, wszystkie zielone! dziadek Józio, zawsze jak się widzieliśmy, miał jakąś nową do mojego zbioru...


...oczywiście, nogi od maszyny do szycia, co prawda nie tej, którą zawsze pragnęłam mieć, nie od babcinej, ale są...

...stare zdjęcia, ryciny, trochę końskiego potu na homoncie, janczary z pchlego targu i cała masa innych rzeczy, innych historii....
Wszystko to mieści się jakoś w moim dziecinnym pokoju, w rodzinnym domku. Mija właśnie trzeci rok, od kiedy się wyprowadziłam. Niczego ze sobą nie zabrałam i choć długi czas tęskniłam za tym moim bajzelkiem, teraz nie żałuję. Kiedy od czasu do czasu jestem tu, wszystko jest na miejscu, czuję się tak, jakby zupełnie nic w moim życiu się nie zmieniło. Jakby zatrzymał s czas, fajne uczucie...
Poza tym, mogłam przez to od zera urządzać swój nowy domek, zbierać kolejne przedmioty, a z nimi nowe historie. Uwijanie nowego, przytulnego gniazdka, to chyba po trosze spałniające się marzenie o sielskim anielskim domu z wiersza babci. I choć to jeszcze nie własne cztery ściany, ale na wsi... i pod oknem rośnie już hortensja, kwitną piwonie, słychać rżenie koni,są bociany i czaple, w domu bielone ściany, stare sztychy, kraciasty fotel-uszak, zegar bim bam....jest przytulnie, po mojemu, no i muszę sie przyznać- dobrze mi tu!











2 komentarze:

  1. Piękny stół! Wystrój Twego wnętrza jest świetny, choć ja bym to białą farbą machnęła :)

    I wiesz, bardzo spodobała mi się ta drewniana (?) owieczka z postów wyżej.

    W ogóle moje komentarze moga brzmieć głupio i zbyt słodko, ale naprawdę jestem pod dużym wrażeniem klimatu, jaki stworzyłaś dokoła siebie, otoczenia, drobiazgów, radości z drobin życia codziennego...
    Warto w sobie pielęgnować takie podejście do życia.

    OdpowiedzUsuń
  2. owieczka jest drewniana :) cieszę się, że podobają Ci się meble, to moje własne projekty, wykonane u miejscowego stolarza, i były pociągnięte białą bejcą hihi, widocznie wyblakła, na zdjęciach faktycznie wygląda to jak naturalne drewno...stolik jest zrobiony z gruszki i śliwki..pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń